Znacie zespół ZBC? Bo ja znam. Nie słucham rapu. Albo inaczej: nie śledzę. Ale na nich trafiłem. Rozbili bank. Zresztą chyba również ten, w którym pracują.

ZBC to kombinacja agresji, dowcipu, inteligencji i jazdy po bandzie. Wstyd się przyznać ale puściłem znajomemu dziesięciolatkowi jeden z ich kawałków wiedząc, że rujnuję jego dzieciństwo. Potem coś mu jeszcze szepnąłem do ucha. Ale to zdradzę na końcu.

Skąd ta fascynacja ZBC?

Są absolutnie sobą. Nie ma w nich napięcia charakterystycznego dla większości polskiego rapu. Rapu, który musi podkreślać swoje osiedlowe korzenie albo jeszcze gorzej: rapu, którego główną ideą jest powtarzanie całemu światu, że „najważniejsze to być sobą”, „nie zmienię swojej drogi” i tak dalej. Te wszystkie raperskie psychoanalizy od których można się zrzygać tu nie występują. Jest za to pewność siebie. Bo rap to przede wszystkim siła. I w tej sile są dodatkowo absolutnie dowcipni.

To po drugie: dowcip. I to inteligentny. ZBC bawią się słowem i formą. W jednym kawałku rapują: „preferuję wytrzeć twój ryj podłogą”. Nie popadają w jakieś pseudointeligenckie maniery, które jeśli o rapie mowa, są gorsze niż choroba weneryczna u gwiazdy porno. Bo pseudointeligencki rap najczęściej kończy grając sylwestry w Łomży albo Obornikach Wielkopolskich jako support do orkiestry Golców.

Dodatkowo: ZBC za dnia pracują w jakimś banku. Mówili mi to ludzie z Poznania, którzy znają typów z knajp. Nie wiem czy to prawda. Patrząc na to w ten sposób, widzę ZBC jako ostatnich potomków czarnych bluesmanów. Potomków niewolników. Rap kiedyś w swoich korzeniach był muzyką wykluczonych. Teraz jest biznesem. A biznes nigdy nie idzie w parze z prawdą. Faceci z ZBC robiący rap po godzinach spędzonych w finansowej korporacji są dla mnie najczystszą formą współczesnego niewolnictwa. Są niewolnikami wyzwalającymi się przez muzykę. Nie planują spieniężyć tego co robią (a przynajmniej tego jeszcze nie zrobili). Nie zakładają labelu (wytwórni), nie szykują linii ciuchów otagowanych jakąś nośna nazwą, nie robią z buntu maszyny do zarabiania pieniędzy. I za to im chwała: chwała prawdziwym niewolnikom.

Dlatego dałem to, co robią dziesięciolatkowi. Powiedziałem mu: posłuchaj tego: to jest prawdziwe. Prawdziwe a więc bardzo rzadkie.

A potem nachyliłem się i szepnąłem mu do ucha: ratuj się głupcze! Uciekaj!

 

Grafika: Google

 

 

Previous post

Sen o Jarosławie Kaczyńskim

Next post

Minister, który głośno bełkocze.