Ludzie rozumieją internet i potrafią wykorzystać go do własnych celów. A władza nie. Władza jest strukturą i jako struktura jest głupia. Ale struktury jednak się uczą. I są bardziej wytrwałe od człowieka.

Dlaczego? Bo brak im wątpliwości. A jak struktura załapie to załapie na całego.

Według klasyka gatunku, Internauci to popijające piwo typy oglądające filmy pornograficzne i marnujące czas  przed monitorem. Ale Internet potrafi wiązać ludzi. Wystarczy przypomnieć sobie skandowanie tłumów przeciwnych wprowadzeniu ACTA albo Arabską Wiosnę, która odbywała się globalnie na wyświetlaczach smartfonów. I ukraiński Majdan: kolejną odsłonę tego jak ludzie potrafią współpracować ze sobą i z technologią.

Siła w necie: wiadomo przecież, że Państwo Islamskie bez Internetu byłoby tylko lokalnym problemem.

Ale tak będzie jeszcze tylko kilka lat. Może kilkanaście. Bo władza uczy się Internetu. Dlaczego tak długo to trwa? Wydaje się, że administracja państwowa nie ma takich zdolności adaptacyjnych jak pojedynczy człowiek. Pojedynczy człowiek może zwołać grupę i stanie się od razu widzialną siłą. Administracja może otworzyć profil na Twitterze prezydentowi Obamie. Ale Mr. Obama na Twitterze został wyśmiany i obrażony. Administracja nie ma tego co mają ludzie: nie ma ducha.

I nie chodzi tu o to, że pewnego dnia Internet zostanie reglamentowany. To by nie przeszło. Każda próba ograniczania dostępu do treści  od razu zostanie wychwycona i zdemaskowana. Każda próba zamieni się w porażkę. Stanie się coś innego. Władza zacznie wpływać na nasze postrzeganie rzeczywistości.

Bajka? Wcale nie. Moderowanie naszych poglądów już trwa. Technika wojny informacyjnej przeszła chrzest na wojnie krymskiej. Albo tam została ujawniona.

Właśnie ukazał się pierwszy w Polsce raport na jej temat. „Anatomia rosyjskiej wojny informacyjnej” Jolanty Darczewskiej (OSW, Warszawa 2015)  to zestawienie informacji o technice rosyjskiej wojny na informacje.  Raport opowiada o tym jakie placówki stoją za takimi działaniami, jakie metody są wykorzystywane, jakie są cele.  Wystarczy powiedzieć, że poprzez wojnę informacyjną Rosjanie rozumieją, nie mniej ni więcej, tylko wpływanie na świadomość całych narodów. Narzędzi jest mnóstwo: manipulacja informacją, zmyślanie informacji, podawanie prawdziwych informacji tak, aby wywołały określony skutek.

Najciekawsze jest to, że my, Zachód twierdzimy, że to oni, Rosjanie jako pierwsi zdecydowali się prowadzić taką wojnę. A Rosjanie mówią, że to Amerykanie pierwsi zaczęli stosować te narzędzia. Dobry temat na badanie: kto pierwszy rzucił kamień.

Za dziesięć lat będziemy o tym mówili z uśmiechem: był taki czas, w którym władza nie wiedziała jak zarządzać cyfrowym społeczeństwem. Ale w sukurs przyszły wojenne zdobycze: techniki manipulacji. Zaczęto je stosować w stosunku do swoich obywateli.

Za dziesięć lat Internet będzie siecią obłaskawioną. Będzie nowszy, lepszy, o wiele lepszy z pewnością. Pewnie sami tak będziemy mówić.

Pobierz tutaj:

„Anatomia rosyjskiej wojny informacyjnej. Operacja krymska – studium przypadku”. Jolanta Darczewska, Ośrodek Studiów Wschodnich im. Marka Karpia Warszawa 2015

Fotografia: Aaron Ansarov, Defense Visual Information Center official site, (CC-BY)

Previous post

Jeb Bush melorecytuje [2 x video]

Next post

Opowieść o mnichu, który nie umarł