Czasem wychodzę wieczorem z psem. Zadumany, nieuważny idę pustą ulicą przetrawiając to, co czytałem przed chwilą. Nie widzę psa, który kręci według własnego kodu tajne ścieżki gdzieś wokół mnie, nie widzę cieni rzucanych przez drzewa. Nie zauważam nawet scen rodzajowych w oknach, tych małych teatrów, które dzieją się zupełnie za darmo. Kiedy jest pełnia widzę księżyc ale zupełnie nie zwracam uwagi na szkliste kontury budynków, ich dynamikę, którą nagle, ożywione zupełnie nowym oświetleniem, dostają od nocy. Wszystko przez czytanie. Przez słowa, które wciąż, pomimo, że odłożyłem książkę, ruszają mi się w głowie a umysł zaprzęgnięty do myślenia coś tam opracowuje, coś przetwarza zapominając zupełnie o tym co dzieje się teraz. Bo, zawsze powtarzałem sobie, literatura i życie nie idą w parze. Literatura zabiera życie wciągając człowieka w świat opowiedziany, tak wyraźny jeśli porównywać go do zwykłego doświadczenia.

Dlatego uwielbiam Wirginię Woolf. W jej osobie krystalizuje się unikalny sposób myślenia o świecie. Świecie, w którym literatura nie jest pochodną życia a jego częścią. Słucham tego co mówi w swoich esejach i widzę człowieka, który ma pełną świadomość swoistej jedni: każdy fragment codzienności i tekstu jest pełen znaczeń. Woolf widzi szeroko. Traktuje jako żywą strukturę zarówno świat realny jak i literaturę. Obie sfery: pierwszą (życie) i jej pochodną (literatura) z takim samym wyczuciem i wrażliwością. Zastanawiam się jakim cudem, niemal sto lat temu, była w stanie z taką lekkością zjednać potęgę literatury z potęgą doświadczenia.

W jej esejach jest życie. Obojętnie o czym pisze: pisaniu, czytaniu, krytyce, malarstwie, podróżach, roli kobiety. Życie jest wszędzie. Łatwo odnaleźć je w książkach albo wokół siebie: w codzienności. Ona widzi je i tu i tu. Sprawia, że świat doświadczany zaczyna mienić się jak najlepsza proza a materia literatury nabiera prawdziwego życia. Tak, jakby granic pomiędzy światem a pisaniem nie było.

Na zadane pytanie „Co interesuje panią w dzisiejszym kosmopolitycznym świecie?” Wirginia Woolf odpowiada: „ Świat jest bardzo wielki, a każdy cal jego powierzchni aż buzuje i szumi od spraw interesujących”. A potem, jakby nagle horyzont jej się nagle zawęził mówi: „Najbardziej interesująca na świecie jest dzisiaj Ameryka”. Czytam jej „Eseje wybrane” i lektura tego całkiem ciężkiego bucha daje mi niezbite dowody na to, że powyższa deklaracja to tylko kokieteria wobec amerykańskich czytelników „Hearst’s International”. Bo Woolf, co wynika z jej esejów widzi. Albo inaczej: na co nie spojrzy, czemu nie poświęci uwagi, pod jej piórem nabiera jakiejś dziwnej pełni.

Jej eseje trzeba przeczytać z kilku powodów: po pierwsze: żeby zobaczyć jak można przejrzyście i pięknie pisać nawet o najbardziej zawiłych sprawach (esej „Jak czytać książki”). Dwa: jak w jednym umyśle może współistnieć gigantyczna wrażliwość z krystaliczną kontrolą nad procesem dedukcyjnym (esej „Powieść nowoczesna”). Trzy: jak można widzieć, w każdym calu powierzchni świata interesujące sprawy: tu im dalej w teksty tym spektrum bardziej się poszerza.

„Eseje wybrane” nie należą do lektur łatwych. Ale łatwe jedzenie robione pod gusta mas zwykle niczego dobrego nie wnosi. A „Eseje wybrane” dają poczucie obcowania z kimś kto ma wgląd. Kto wie jak się rzeczy mają. Wystarczy spojrzeć na jej zabawę z tworzeniem postaci literackich na bazie sceny, której była świadkiem w pociągu. Z jaką swobodą buduje z domniemań i pojedynczych gestów pełnokrwistych bohaterów literackich (esej „Pan Bennet i Pani Brown”). Jak zamienia życie w literaturę i literaturę w system żywych znaków. I to jak napisała o śmierci ćmy: być może te cztery strony to kawałek najpiękniejszej prozy jaką w życiu czytałem.

Woolf pisze: „życie nie jest szeregiem symetrycznie rozstawionych lamp w powozie; życie to świetlista aureola, półprzeźroczysta otoczka, która nas otula od chwili, gdy zyskujemy świadomość, do samego końca”. Świadomość można zawsze jeszcze bardziej wyostrzyć.  I nie dla lepszego zrozumienia literatury ale dla lepszego zrozumienia życia.

„Eseje Wybrane” Wirginia Woolf, Wydawnictwo Karakter 2015. Przełożyła Magda Heydel. Wybór i opracowanie Magda Heydel, Roma Sendyka.

Grafika: Google Images, CC BY 4.0

 

 

Previous post

Polish Wrestling Show

Next post

Kadysz za Kertesza i jego łopatę