Wiadomo, nikt niczego już nie czyta bo jutro Wigilia ale muszę o tej książce napisać bo jest, kolokwialnie mówiąc: przedobra. Mówię o „Poruszonej mapie” Przemysława Czaplińskiego. Jest to właściwie tekst antropologiczny biorący sobie za przedmiot badań literaturę a sam Czapliński, moim zdaniem, daleko wykracza poza krytykę, właśnie plasując się na pozycji antropologa kultury.

Dziwne jest to, że „Poruszona mapa”, takie przynajmniej mam wrażenie, została przeoczona. Jakoś nie widziałem zbyt wielu wzmianek o niej a szkoda, bo w momencie, w którym Unia się chwieje a Rosja pręży muskuły (czyli również się chwieje), lektura to na czasie i dość pouczająca.

Autor wychodzi od problemu lokalizacji. Zadaje pytanie: w jakim miejscu kulturowym jesteśmy? Właściwie opcje mamy dwie, pomijając środkowoeuropejskie utopie. Europę lub Wschód. Idąc tym tropem proponuje odczytanie naszej pozycji poprzez analizę tekstów książek polskich autorów, które opowiadają o naszych sąsiadach. Powołuje się przy tym na geografię wyobrażoną Saida i jego tezę, która mówi, że: „postrzeganie świata jest podłączone do kulturowych wyobrażeń – uwarunkowane przez narracje, obrazy, stereotypy i uprzedzenia”. Skupia się przy tym, zgodnie z sednem naszego polskiego dyskursu tożsamościowego na relacji Wschód- Zachód.

Sięgnąłem po tę książkę szukając bardziej przykładów naszych narracji o Wschodzie aniżeli o Zachodzie. Szukałem również omówienia naszych opowieści non-fiction aniżeli relacji powieściowych. Nie zawiodłem się. Non-fiction jest w książce dość dobrze reprezentowane: pojawiają się omówienia tekstów Ryszarda Kapuścińskiego, Jacka Hugo-Badera, Mariusza Wilka, Krystyny Kurczab-Redlich oraz Jędrzeja Morawieckiego. Wszyscy oni pisali o Rosji.

Warto przeczytać ten rosyjski fragment bo jest on okrutnie, nie zważając na pozycję ani dokonania poszczególnych autorów, precyzyjny.

Uwaga pierwsza, która nasunęła mi się po lekturze „Poruszonej mapy” była taka, że fragment ten (poświęcony Rosji) może być potraktowany jako analiza warsztatu reportera. Omówienie praktyki wyżej wymienionych autorów pokazuje jak bardzo skomplikowanym (i subiektywnym) polem jest relatio.

Stąd bardzo blisko do uwagi drugiej. Autor omawiając–literaturę–omawiającą–Rosję  przytacza książkę Petera Pomerantseva „Jądro dziwności. Nowa Rosja” [Czarne 2015, przekład Iga Noszczyk]. Pomerantsev, Rosjanin, który kawał życia spędził w Londynie, wrócił do domu i napisał książkę, w której postawił tezę, że władza rosyjska jest podmiotem sięgającym w swoich rozgrywkach miedzynarodowych do „wymyślania rzeczywistości na nowo”. Zatem – jest ona prekursorem państwa bazującego w swojej polityce na tym co nazywamy dziś postprawdą.

Nie mam wątpliwości, chyba nikt już z nas nie ma, że im dalej w przyszłość, tym nasze doświadczenie rzeczywistości, tej opartej na faktach będzie coraz bardziej wątpliwe. Właściwie, powiedziałbym nawet, że już dziś niemal każde źródło informacji jest źródłem wątpliwym bo nawet jeśli mówi prawdę, bombardowani jesteśmy sprzecznymi komunikatami, co w sumie powoduje bałagan. Nigdy nie traktowałem reportażu jako źródła rzetelnej, niepodważalnej wiedzy. Jeśli prace historyków obarczone są błędem subiektywizmu (choćby doboru faktów i źródeł), praca reportera narażona na subiektywizm jest jeszcze bardziej. To jest dla mnie jasne. Ale jednocześnie, i to nasuwa mi się po lekturze książki Czaplińskiego, być może wkrótce non-fiction, z jej wiecznymi dylematami obiektywizmu i rzetelności relatio będzie rzadkim źródłem prawdy najbardziej zbliżonej do rzeczywistości. Bo spreparować fejkową notkę, która krąży po sieci to jednak coś zupełnie innego niż napisać spory kawałek literatury.

To tak na szybko. A trzymając się prawdy: nie wiem jak atmosfera przedświąteczna u Was ale do mnie właśnie podeszła Wiosna i powiedziała: mówię już dzisiaj bo jutro będzie za dużo ludzi na chacie.

Peace!

img_6832-2

 

Książki:

Przemysław Czapliński „Poruszona mapa”. Wydawnictwo Literackie 2016.

Peter Pomerantsev „Jądro dziwności. Nowa Rosja”. Wydawnictwo Czarne 2015, przekład Iga Noszczyk.

 

Grafika: własna.

Previous post

Na progu jaskini

Next post

Szukajcie, nie znajdziecie