Muskularny, z czarnymi włosami opadającymi na ramiona przypominał nadludzką istotę. Na głowie nosił czaszkę lwa, na plecach jego skórę. Herkules był potężnie zbudowany ale głupi. Całymi dniami chodził po lasach, walczył z przeciwnikami, spełniał się w bitwie i na polowaniu. Kupa mięśni szukająca okazji do przemocy.

Nie układało mu się z kobietami. Przynajmniej nie tak jak powinno. Król Teb w podziękowaniu za bronienie królestwa dał mu za żonę swoją córkę. Ale Herkules po kilku latach życia rodzinnego w przypływie szału zabił ją nożem a dzieciaki udusił jedno po drugim. Dziś nazywamy to zespołem stresu pourazowego (PTSD), który dotyka żołnierzy wracających z wojen. Można powiedzieć, że nosił w sobie swoje demony.

Aby odpokutować swój czyn Herkules zaciągnął się na służbę do króla Eurysteusa. Król był tchórzem: widząc potężnego wojownika proszącego o przyjęcie na dwór szybko wymyślił pracę, której jak mu się wydawało, nie da się wykonać: Herkules miał zabić Lwa z Nemei. Bohater, jak wiadomo dał radę. Król trzęsąc się ze strachu wynajdywał mu wciąż nowe zajęcia, jeszcze bardziej karkołomne. A on każde z nich wykonał: zabił hydrę lernejską, sprowadził Eurysteuszowi łanię ceryntyjską, przyniósł na plecach dzika z erymantejskiego, oczyścił stajnie Augiasza, sprowadził byka z Krety, przez chwilę nawet trzymał na swoich ramionach kulę ziemską, którą przejął od innego mocarza: Atlasa. W końcu zszedł do piekła i wyciągnął z otchłani piekielnego psa Cerbera.

Tak wykonał dwanaście prac, które miały go uzdrowić. Ale nie uzdrowiły.

Herkules postanowił drugi raz się ożenić. Kiedy upatrzył sobie dziewczynę a jej bracia odmówili mu ślubu, zabił jednego z nich strzałem z łuku. Po tym nawet kapłanka Pytia ze świątyni w Delf uznała go za idiotę, któremu ani wróżby ani dodatkowe prace nic już nie dadzą. Herkules potwierdził jej obawy: widząc, że kobieta nie chce z nim rozmawiać zniszczył po prostu jej świątynię.

Tak. Był prawdziwym facetem.

Wtedy skazany został na trzynastą pracę. Na trzy lata poszedł służyć królowej Omfali. Omfalia była wyzwolona. Jan Parandowski w „Mitologii” pisze, że miała piękne państwo i mnóstwo pieniędzy ale rządziła w jakiś przekorny sposób: mężczyźni siedzieli w domach, kobiety ujeżdżały konie. Więc wielki bohater, potężny wojownik z ciałem pokrytym bliznami, przez trzy lata tkał na krosnach, był bity publicznie po twarzy przez swoją panią i w dodatku przez ten cały czas chodził ubrany jak kobieta. To była ciężka niewola. Cięższa niż zabijanie potworów, dzikich zwierząt, cięższa nawet niż schodzenie do piekła. Kiedy jednak trzyletni okres służby się zakończył Herkules znów założył na siebie skórę lwa, wziął maczugę i ruszył w świat. Ale coś się w nim zmieniło. Poznał kobietę, Dejanirę, którą tak pokochał, że po raz pierwszy postanowił zmienić swoje życie. Chciał wybudować dom, sadzić warzywa, pić wino i wspominać swoje przygody. Z nią.

Los spłatał mu figla. Dejanira przez przypadek, dając mu koszulę zanurzoną w krwi centaura, zabiła go. Zrobiła to nieświadomie. Herkules umarł pokonany przez kobietę. A bogowie, doceniając jego przemianę, dali mu za to nieśmiertelność.

W mitologii greckiej Herkules wykonuje dwanaście karkołomnych zadań wymagających męskiej siły i determinacji. Mówi się nawet „dwanaście prac Herkulesa”. Nikt nie wspomina o trzynastej pracy. Trzynasta praca, mało spektakularna, uderzająca w istotę męskości jest zaledwie jakimś dodatkiem do jego barwnego biogramu. Ale jeśli wierzyć w symboliczne znaczenie mitów, przemiana Herkulesa, która dokonała się po ostatnim zadaniu miała charakter duchowy: oto wojownik porzuca swoje rozbuchane, męskie ego i dokonuje wewnętrznej przemiany.

Dziś wspominając Herkulesa widzimy tylko maczugę, napięte mięśnie, potwory i krew. A przecież w tej historii widzimy jak ostatecznie, po ciężkich zmaganiach, z samca wykuwa się Mężczyzna. Ktoś więcej niż wojownik. Ale powiedzmy sobie szczerze: taki mężczyzna to jednak nie do końca mężczyzna. Raczej zwykła ciota, którą wykończyła najzwyklejsza na świecie baba.

Ale jedno jest pewne: na taką przemianę trzeba mieć jaja.

 

„Mitologia” Jan Parandowski, Iskry 1982.

Previous post

Znaków nie ma. Znaki są wszędzie.

Next post

Uległość jako walka o swoje