Mam wrażenie, że grube tematy polityczne ucichły ale może to ja, przez wiosnę, jestem na politycznym i społecznym detoksie. Od dwóch tygodni nie czytam gazet i nie trzęsę się nad kolejnymi doniesieniami z końca świata.

Mam nawet wrażenie, że wołanie o tak zwaną prawdę, którą zastąpiła postprawda, zamarło. Status świata według moich zegarów wygląda następująco: ludzi nad rzeką sporo, niektórzy palą ogniska, pachnie dymem i życiem. Ale spokojnie. Hasło „postprawda” wróci i znów pojawi się w deklinacjach. Trzeba być cierpliwym, poczekać na kolejny wstrząs.

W sumie to jednak budujące, że martwimy się prawdą. Znaczy to, że jest świadomość zagubienia. Jeszcze kilka lat temu nikomu nie przychodziło do głowy, że możemy nie mieć pełnego pakietu danych. Teraz już jest za późno, właściwie: nie wiadomo co z tym problemem zrobić.

Tydzień temu trafiłem na spotkanie z Frankiem Westermanem, autorem „Martwej doliny”. To dość dobra sprawa. W sierpniu 1986 roku w dolinie jeziora Nyos w Kamerunie znaleziono blisko dwa tysiące kobiet, dzieci i mężczyzn martwych. Ciała leżały na trawie, martwe były także wszystkie zwierzęta. Początek opowieści zupełnie jak trzęsienie ziemi. Co się stało? Jak doszło do katastrofy? Westerman rusza tam kilka lat później, w 1992 roku chcąc – jak pisze – wysłuchać opowieści rodzin ofiar, ratowników, jasnowidzów a także naukowców. Tak powstała rekonstrukcja nie tyle zdarzenia co dochodzenia do prawdy.

Nie wiadomo ostatecznie co się wydarzyło, czy był to wybuch gazu, nagła emisja dwutlenku węgla z dna jeziora czy impuls elektromagnetyczny. A może próby broni masowego rażenia? Powstała za to opowieść o tym, w jaki sposób rodzą się mity i jak ludzka wyobraźnia potrafi zapełniać miejsca puste i nieopowiedziane.

Westerman pisze:

„Myśl, że mity są oparte na faktach historycznych, zagnieździła się w mojej głowie i obracała jak mokry cement w betoniarce. Po jakimś czasie scaliła się w nowy obraz: mitycznego stwora z prawdziwych kości – w tej postaci narzuciła mi się mityczna historia. Nagle wyobraziłem sobie, jak powstaje taki stwór”.

 

„Martwą dolina” ma dwie zalety. Jeśli reportaż jest kroplą, w której odbija się całe morze, sprawa z jeziorem Nyos jest metaforą naszego stanu: postawieni wobec zalewu sprzecznych informacji, nie jesteśmy w stanie dać wiarygodnej odpowiedzi na zasadnicze pytanie: co się wydarzyło ani: gdzie jest prawda.

Drugi zaleta to fakt, że Westerman niby pisze o jeziorze i tragedii ale daje, być może jedyną w swoim rodzaju, opowieść o  opowiadaniu. Pisze:

„Kiedy byłem mały, wciąż powtarzano mi ubraną w legendę historię z Księgi Rodzaju, że to wąż w raju przyniósł na świat niesprawiedliwość. Jak? Skusił Ewę do zjedzenia jabłka z drzewa wiadomości dobrego i złego. Kiedy dorosłem, zacząłem postrzegać wszystkie religie jako mityczne opowieści, które nakazami i zakazami ingerują w życie miliardów ludzi, doprowadzając nawet do okaleczania ciała.

Który gatunek zwierząt tak robi? Jeśli chodzi o dylematy egzystencjalne, większość ludzi woli polegać na fikcji, a nie na faktach. Ludzie są zwierzętami, które potrafią opowiadać sobie historie. Bez przerwy wymyślamy fantastyczne opowieści i przynajmniej do ich sensu przykładamy dużą wagę. Zupełnie jakbyśmy się chcieli dobrowolnie zamykać w więzieniu wymyślonych przez siebie fabuł”.

 

 

Tyle Westerman.

Z postprawdą jest podobnie. Tak długo chcieliśmy być oszukiwani dla własnego, dobrego samopoczucia, tak długo chcieliśmy słuchać od polityków półprawd, które koiły nasze lęki o przyszłość, tak bardzo potrzebowaliśmy prostych, klarownych odpowiedzi, że w końcu nasza zbiorowa prośba została wysłuchana. Mamy teraz show bełkotu, który nijak ma się do rzeczywistości i co gorsza, z miesiąca na miesiąc osadza się zastępując realne. W sumie: sami jesteśmy sobie winni. Może nawet: już leżymy martwi wokół jeziora ale jeszcze o tym nie wiemy.

Zresztą, jakie to ma znaczenie. Za pięć dni będę na Saharze.

 

Frank Westerman „Martwa dolina”, przełożyła Małgorzata Diederen- Woźniak, Wydawnictwo Dowody na Istnienie Warszawa 2017

 

_ _ _ _ _

Foto okładki: Wydawnictwo Dowody na Istnienie

Foto ciężkiej brei, która jest bohaterką książki: Wikimedia

Previous post

Uwaga: ta mapa jest poruszona

Next post

Piszę to, co tam widzę