Kiedyś z politowaniem patrzyłem na zdjęcia polityków tureckich czy ukraińskich, którzy przy mównicach szarpali się za jedwabne krawaty. Zastanawiałem się jak się czują mając świadomość, że są bohaterami światowych newsów. Teraz z niepokojem zaglądam do gazet czując, że ten moment zbliża się i do nas.

Po sprawie z Konstytucją wydaje się, że powinniśmy przyjąć inny wariant rozwoju Polski. A w zasadzie dwa warianty. Dwa równolegle wdrażane. Dzięki temu pozbędziemy się nieszczęsnej polaryzacji, która wszystko utrudnia: albo- albo. Plus i minus. Tak i nie. Tym samym umrze duch Liberum Veto, które już dawno powinno być częścią historii a wciąż straszy i utrudnia.

Po pierwsze powinniśmy mieć dla świętego spokoju dwie konstytucje. Każdy obywatel przyjąłby swoją i jej się trzymał. Z imponderabiliami też byłoby łatwo: jedni zamiast orła dostaną czerwone kółko na białym tle- od zawsze chcieliśmy przecież drugiej Japonii, drudzy czarny kwadrat na czerwonym tle. Że, nie przymierzając, silna władza w jednych rękach.

Co do parlamentu: parlament powinien obradować w dwóch równoległych trybach: poniedziałki, środy i piątki dla tych co na Zachód, wtorki, czwartki i soboty dla tych co Polska Królową Narodów. A jako, że należy oprócz chleba pamiętać o rozrywce, niedziela w sejmie będzie czasem wrestlingu. Polskiego wrestlingu. To przedstawienie o ludowej proweniencji będzie miało walor, co oczywiste, terapeutyczny. Ale dzięki cyfryzacji przekazu i komercjalizacji całego show będzie je można oglądać w pay-per-view a nawet obstawiać poszczególnych posłów. Opłacać intencje kto za co dostanie wpierdal. Wariantów jest przecież milion: Kamiński ma oberwać za to, że został ułaskawiony. Sikorski, że drogo jada. Liroy za to, że jakimś cudem dostał się do tej elitarnej wspólnoty. Pomniejsi posłowie oberwą od lokalnych społeczności za lokalne sprawki. Jakie: coś się znajdzie. Jedno jest pewne: pieniądze z transmisji (bo cały świat doceni nasz narodowy format programu rozrywkowego) będą spore. Pójdą na drogi i tak dalej.

Jednocześnie osiągniemy narodowy konsensus: realizując postulat Jarosława Kaczyńskiego będziemy postrzegani na arenie międzynarodowej jako bardzo silne i bogate państwo (jeśli tak biją się faceci w garniturach od Zegny to jak musi się bić ich zawodowa armia). Zwolennicy prozachodnej drogi Polski udowodnią, że nawet z przywar narodowych jesteśmy w stanie zrobić dochodowe, globalne show połączone ze sprzedażą gadżetów (białe koszulki z czerwonym kołem i czerwone z czarnym kwadratem). Będziemy nareszcie innowacyjni, nowocześni i bogaci.

Żeby nie wyjść na niedojrzałych prymitywów, którzy nie umieją sobie poradzić z nieszczęsnym darem wolności, w zakładce „About Polish Wrestling Show” Maria Janion napisze krótki esej o niesamowitej słowiańszczyźnie.

I niech tak trwa dla świętego spokoju ta kwadratura koła.

 

Previous post

Pisarz pomylony z zupą miso

Next post

Wirginia Woolf i śmierć ćmy