Turkmenistan nie kojarzy mi się z niczym. Może z bezkresem stepów. Ponoć jest to dość hermetyczny kraj. Rządy sprawuje tam człowiek, którego imię i nazwisko brzmi jak z bajki: Gurbanguły Berdymuchamedow. Berdymuchamedow torturuje ludzi, kwitnie łapówkarstwo. Nie jest to kraj strategiczny więc świat odpuszcza mu te wynaturzenia. A spokój wokół Berdymuchamedowa sprzyja kompaniom naftowym, które w Turkmenistanie zarabiają pieniądze.

Właśnie dowiaduję się, że Berdymuchamedow nakazuje poddanym robić uroczyste pogrzeby koni. Nie wszystkich. Tych rasy Achał-tekińskiej. Achał-tekińczyki to symbol Turkmenistanu. Skrzydlata siła. Duch narodu. Od teraz konie tej rasy muszą być chowane na wskazanych przez władzę cmentarzach. Mało tego: mają być grzebane pod swoim imieniem i nazwiskiem. Oczywiście uderza to w najbiedniejszych: ceremonia kosztuje. – O – myślę- Berdymuchamedow pozbawiony wpływów kulturowych z zewnątrz na tyle dobrze rozsiadł się na tronie, że do końca sfiksował.

Taki ekscentryzm do niego pasuje. Rok temu zafundował swojemu narodowi złoty pomnik jeźdźca na koniu. Oczywiście jeźdźcem jest on sam.

Jest w tym dobry: wygrywa wszystkie wyścigi w Turkmenistanie kasując nagrody, których sponsorami są koncerny paliwowe (tak mówią złośliwi). Prawda jest taka, że żaden dżokej biorący udział w wyścigach nie odważy się go wyprzedzić.

(Video:Rok 2013. Prezydent Berdymuchamedow spada z konia o imieniu „Potężny”. Wyścigi wygrane. Wideo zakazane w Turkmenistanie.)

Mówi się, że Berdymuchamedow otaczając Achał-teki czcią również po śmierci, chce związać z nimi swoje nazwisko. Mówisz: Achał-tek myślisz Berdymuchamedow. Może jest w tym pragnienie nieśmiertelności. Może lęk.

Czytając o Achał-tekach i Turkmenistanie znajduję informację, że po zestrzeleniu Rosyjskiego samolotu nad Turcją, władca Turkmenów znalazł się w politycznym pacie. Z obydwoma stronami konfliktu: Moskwą i Ankarą od zawsze próbował dobrze się układać. Z Turcją handlował, z Rosją trzymał sojusz. Tym razem musi wybierać. Opowiedział się po stronie Rosji. Tej samej, która podbijając Turkmenistan w XIX wieku odbierała Achał-teki Turkmenom wiedząc, że ten koń jest dla nich symbolem wolności.

Myślę, że Berdymuchamedow, który przez lata siedział na swoim wyizolowanym tronie boi się ruchów świata. Czuje, że coś się zbliża, że Turkmenistan jako neutralny i niemal nieobecny dłużej już taki nie będzie. Dżihad w Azji Centralnej rośnie w siłę, Iran, sąsiad na południu staje na nogi.  Berdymuchamedow się boi. Wyciąga więc Achał-teka kolejny raz jako kartę przetargową. Dbając o Achał-teka i jego dobre imię zapewnia sam sobie mocną pozycję w swoim kraju. Bo jeśli Achał-tek jest symbolem Turkmenistanu, staje się również symbolem Berdymuchamedowa.

Nie piszę tego wszystkiego z powodu polityki. Średnio mnie ona interesuje. Piszę, bo tradycja grzebania koni jest przejmująca. Nawet w kulturach, które nie były tak konne jak Turkmeni, koń jest symbolicznym zwierzęciem. Eliade określał go jako zwierzę związane ze śmiercią i pochówkiem. A Mertens Stienon (to ze „Słownika Symboli” J.E. Cirlota)  mówi, że koń jest symbolem cykliczności życia. Więc czytając o tym turkmeńskim satrapie myślę sobie, że chowając konia symbolicznie chowa samego siebie. Ale nie ma co wyprzedzać faktów. Stara ceremonia pasuje jak ulał do nowej polityki, którą trzeba robić. A nacjonalizm za którym zawsze stoi strach, ma w Turkmenistanie swoją własną, symboliczną formułę.

Zdjęcie: [Google]

Previous post

Dzogchen w praktyce

Next post

Nowy Jork, ćpanie, na gitarze granie