Ile można myśleć nad samym sobą? Dumać czy życie wygląda tak jak powinno? Czy jestem tu gdzie powinienem być? Czy robię to, co powinienem robić? Głowa pracuje, myśli zasuwają. Dzień przepływa przez palce. Można się porzygać.

Wiele lat tak przeżyłem i nie doszedłem do niczego mądrego. Zastanawianie nad sobą jest fatalne, bo zwykle dochodzi się do wniosku, że życie- niestety- nie wygląda tak jak powinno. Ale- właściwie- skąd mam wiedzieć jak powinno wyglądać życie?

Mówię o tym, bo właśnie skończyłem czytać „Królową Śniegu” Michaela Cunninghama. Lata temu przeczytałem kapitalne „Godziny”. „Królowa śniegu” z początku wydała mi się odpychająca. Dokładnie od chwili, w której przeczytałem na okładce, że jest to opowieść o czwórce nowojorczyków, którzy, każdy swoją drogą, kroczą ku transcendencji. Kyrie Elejson. Tylko nie to.

Nie chcę jej recenzować. Nie o to chodzi. Powiem krótko: Cunningham rysuje świat kilku osób: jest więc Barrett, pracujący w butiku czterdziestolatek rozgoryczony niestałością związków. Jest jego brat Tyler, który ćpa i nie może napisać piosenki dla swojej umierającej dziewczyny, w końcu Beth, która umiera a pomimo tego, że odchodzi, opiekuje się w jakiś dziwny sposób Tylerem i Barrettem. Jest jeszcze Liz, starsza od nich, pozbawiona złudzeń współwłaścicielka butiku, która spotyka się ze znacznie młodszymi od siebie facetami.

Rzecz zaczyna się całkiem ciekawie: Barrett widzi na niebie znak. Oczywiście w Central Parku. Coś jak objawienie, z którym nie wie co zrobić. Potem sprawy nabierają tempa. A na końcu autor zamyka opowieść pozostawiając czytelnika z mnóstwem pytań, które postawił.

Przez pewien czas miałem do niego żal, że zabrał mi dwa wieczory a w zasadzie trzy nie dając żadnych odpowiedzi. Ale w sumie: dał mi do myślenia.

Bo w postaciach, które stworzył ogniskuje się to całe „myślenie o sobie” o jakim mówię. Bohaterowie Cunninghama są albo niespełnieni albo rozczarowani. Ale w jakiś dziwny sposób odnajdują się w tym niespełnieniu. Nawet znaki ich nie budzą. Bo zdaje się nie muszą. Powiedziałbym: oni już wiedzą. I akceptują stan, w którym żyją. Tylko tak można być szczęśliwym.

Wmówiono nam, że Adam i Ewa, którzy zjedli owoc z drzewa wiadomości dobrego i złego zostali wypędzeni z raju. A może oni po prostu wyszli z więzienia? Nadzy i zmarznięci poznali prawdę. Tak jak Budda, który opuścił pałac i zobaczył jak się sprawy mają.

Więc jeśli już wiem, to nie ma co dumać czy życie wygląda tak jak powinno.

Innego życia i tak nie będzie.

Bo świat, taki jaki jest, jest w ostateczności zajebiście fajny. Kaleki ale jednak fajny.

I o tym mówi Cunningham. Mądry Cunningham.

A co do „Królowej śniegu”: nie wiem czy to książka warta polecenia.

Podejmij decyzję. Każdy ostatecznie odpowiada sam za siebie.

 

Cunningham, Igo Burn, Nowy Jork

 

 

„Królowa śniegu” Michael Cunningham , REBIS. 2014. Przełożył Jerzy Kozłowski.

Grafika: Wikipedia

Grafika: REBIS

Previous post

Pogrzeb konia jako polityka

Next post

Jak poznałem całą wiedzę ezoteryczną świata