Istnieje taka amoralność, że można ją kontemplować. Tak jak kontempluje się atrakcyjne przedmioty.

Rzecz ma się w sposób następujący: w Mongolii policja robi nalot na handlarza antykami i odnajduje ciało mnicha buddyjskiego. Mnich siedzi w pozycji lotosu. Wygląda na zmumifikowanego. Ale żyje. Tak przynajmniej mówią ludzie.

To nic, że naukowcy oceniają wiek ciała na dwieście lat. Ludzie twierdzą, że odnaleziona postać to legendarny nauczyciel Lamy Dashi-Dorzho Itigilova. Dashi-Dorzho urodził się w 1852 roku w Buriacji.  W 1927 roku powiedział swoim uczniom, że udaje się w ślady swojego mistrza: tak jak on zacznie medytować i będzie wyglądał jak zmarły.

Jego nauczyciel zrobił to samo ale kilkadziesiąt lat wcześniej. To właśnie jego ciało policja znajduje w domu handlarza antykami.

Ci, którzy widzieli ciało mówią, że układ dłoni postaci jest nieprzypadkowy: wskazuje na stan głębokiej medytacji zwanej „tukdam”. Barry Kerzin, lekarz Dalaj Lamy, absolwent uniwersytetu w Berkley i mnich buddyjski mówi, że wielokrotnie widział ludzi w takim stanie.

To,  czy mnich medytuje czy umarł medytując nie jest tutaj kwestią. Wierzący i tak będą wierzyć, niewierzący nie dadzą się przekonać.

Kwestią jest postać kolekcjonera. Handlarz, był tylko pośrednikiem. Wiadomo: dla pieniędzy ludzie zrobią wszystko. Ale kolekcjoner to co innego. Kolekcjoner kierował się specyficzną zachcianką. Przecież nie chciał kupić zwykłej mumii. Chciał kupić człowieka w stanie „tukdam”.

Więc mnich postawiony na półce miał być ozdobą gabinetu albo jakiejś prywatnej kaplicy zepsutego do szpiku kości człowieka.  Żywy dowód na istnienie rzeczy nadprzyrodzonych postawiony na półce. Cała sprawa to katalizator sprzeczności: duchowość mnicha i skrajne zepsucie oglądającego.

Ciekawe swoją drogą, na czym ten kolekcjoner się dorobił.

 

Grafika: You Tube

 

 

 

 

Previous post

Technologia a technologia władzy

Next post

Pierwsze posty a naga Cersei