Trafia mi się sytuacja jeden na milion. Oto nic nie płacę, niczego nie muszę poświęcać i dostaję całą prawdę, która rządzi światem w jednej sekundzie. Czy to nie piękne?

Ale od początku.

Idę na wykład poświęcony wiedzy ezoterycznej. W księgarni Tarabuk prawie pusto. Widzę ich od razu. Siedzą przy stoliku w osiem, dziesięć osób. Dyskutują. Są znacznie starsi, siwawi, żywi. Jeden z nich ma na sobie kamizelkę wędkarską. Mam wrażenie, że bardziej niż ezoteryka interesuje ich wspólnota. To, że siedzą tu razem przy herbacie, kiedy za oknem ciągnie się wieczorna, mglista Marszałkowska.

Dosiadam się. Wpycham między kobietę a mężczyznę w grubym swetrze. Przez chwilę patrzą na mnie z ciekawością, zaraz potem wracają do rozmowy. Słucham ale nie mogę złapać kontekstu. Spotkanie miało wyjaśniać aktualne globalne wydarzenia w świetle wiedzy ezoterycznej a oni mówią o jakiejś postaci. Zdaje się jakimś wspólnym znajomym.

Po chwili orientuję się. To nie jest to spotkanie.

Wstaję, przepraszam. Kobieta, która siedzi tuż obok mówi z szerokim uśmiechem, że jakiś wykład właśnie zaczyna się za kotarą.

Przechodzę przez kotarę. W przestronnej sali przy stolikach siedzą ludzie. Organizatorka zachęca mnie, żebym usiadł. Mówi, że zaraz zaczynamy. Siadam, śmieję się sam do siebie z błędu, który przed chwilą popełniłem. Ledwie zdążyłem zdjąć kurtkę a już na znak prowadzącej część ludzi wstaje od stolików i rusza do sąsiednich. Nie wiem o co chodzi. Chyba przeoczyłem wstęp. Naprzeciw mnie siada dziewczyna. Ma blond włosy i wełniany golf. Wąskie usta i pytające, trochę nieśmiałe oczy. Patrzy na mnie.

– Jestem Agata.

Nie wiem co powiedzieć ale już rozumiem. To jest genialne. Tak prosty zabieg! Zamiast rysować jakieś globalne mapy ezoterycznych zależności, od razu idą do sedna. Stawiają człowieka naprzeciw człowiekowi. – Przecież globalne relacje są tylko multiplikacją relacji elementarnych- myślę. To takie proste. Całe życie Carlosa Castanedy, który od Indian Yaqui brał wiedzę było błędem. Ci tu mają rację: bez ogródek: nie ma nic więcej jak relacja między człowiekiem a człowiekiem. To ona ostatecznie jest energią sprawczą, która zsumowana poprzez miliardy relacji daje zeitgeist: ten jeden, jedyny, aktualny stan świata.

Doświadczenie, które fundują mi organizatorzy spotkania jest tak mocne, że patrzę na dziewczynę szeroko otwartymi oczyma.

– Czy to nie piękne?- mówię.

– Piękne? – Jest zdziwiona. – Czy ja wiem? Chłopaka nie mogę znaleźć od dwóch lat.  Jestem tak zajebiście samotna. Nie wiem czy to jest piękne.

– Chłopaka?

– Tak. Chłopaka. Szukam chłopaka. Pierwszy raz jesteś na wieczorze Speed Datingu?

– Speed Datingu?

– No szybka randka. Co z tobą? Nie rozumiesz po co przyszedłeś?

Spotkanie ezoteryczne jest w ostatniej sali.

Ledwo tam zaglądam. Projektor rzuca na ścianę wykres trajektorii planet, mężczyzna z rozwianym włosem tłumaczy, że w poprzednich koniunkcjach tych dwóch ciał, nie wiem jakich, upadł Rzym a wiele lat później nastąpiła „noc teczek” po której upadł rząd Olszewskiego.

Wychodzę.

Nie jestem już w stanie tego słuchać. Nie tego.

 

Grafika: Saguari (Pixabay, CCO)

Previous post

Nowy Jork, ćpanie, na gitarze granie

Next post

Pijany pies, pijany ja