Napisałem pięć postów i wciąż nie są to rzeczy, które chciałbym pokazać. Ten post na przykład przerobiłem dziesięć razy  co właśnie powiedział mi WordPress. Nie wiem jak inni sobie radzą z pisaniem ale dla mnie to nie lada sztuka.

Co napiszę po dwóch dniach okazuje się słabe.

Nie mam języka do bloga jeszcze. I ten wstyd. wydaje się, że w blogowaniu, przynajmniej na początku, najtrudniejsze jest chyba przełamanie wstydu przed pokazywaniem rzeczy niedoskonałych. Bloga prowadzę miesiąc i do dziś nie odważyłem się go promować. Jest dostępny online ale wciąż wolałbym, żeby nikt nie zaglądał. Przecież to idiotyczne.

Wiadomo: żeby wyrobić styl blogerski: łatwy w czytaniu ale jednocześnie interesujący trzeba pisać. I pokazywać. Zaglądam do innych blogerów na początek ich timeline’ów i patrzę jak oni zaczynali. Każdy inaczej. Każdy był daleki od doskonałości, którą teraz reprezentuje. Trzeba po prostu przestać się zastanawiać. Stylu nie da się zdobyć bez konfrontacji. A na konfrontacji przecież- tej pozytywnej i negatywnej polega ta forma wymiany jaką jest blogowanie.

Mówię sobie: wstyd jest formą trampoliny. Z pokazywaniem słabych postów będzie jak z Cersei z „Gry o Tron”. Sprowadzona do parteru odbije w górę. W przyszłym sezonie. Trzeba tylko czasu.

 

 

Grafika: You Tube

 

 

 

 

 

 

Previous post

Opowieść o mnichu, który nie umarł

Next post

Przeglądanie się w lakierze CLS-a.